Krytyka „magika” Popa

Cześć wszystkim.

Ostatnio czytałem, że środowisko iluzjonistów nie ma zbyt dobrej opinii o „magiku” Antonio Díazu (el mago Pop). Nie widziałem jego show, ale krążą opinie, że jest bardzo dobry. Czy on naprawdę korzysta z podstawionych widzów (stoogies) i przypisuje sobie efekty stworzone przez innych artystów?

Jeśli używa podstawionych osób, oszukuje samego siebie i wypacza sztukę iluzji.

Jeśli przypisuje sobie cudze efekty, może i uda mu się nabrać laików, ale nie środowisko.

Wszyscy robimy rutyny, których uczymy się z kursów, książek itp. Gdzie leży granica? Czy tylko te opublikowane? Czy powinno się zawsze podawać źródło: „ten trick jest autorstwa tego a tego magika...”?

Pozdrawiam

2
39
Dołącz do rozmowy...

Dla mnie problemy z Mago Popem to dokładnie to, o czym piszecie. Stooge'e i plagiat. Już wyjaśniam, o co mi chodzi.

W temacie plagiatu wypowiedział się nawet magazyn „Genii”, a to nie byle co. Tutaj macie post z Pasto Magic na ten temat:

Plagiat to nie jest robienie Triumpha Vernona czy pokazywanie rutyny z portfelem, pierścionkiem i pieniędzmi Wondera, co robił kiedyś Jorge. Plagiat to kopiowanie na żywca efektów innych iluzjonistów, którzy akurat mają je w swoim repertuarze, kopiując absolutnie wszystko. Niestety, efekty nie są chronione prawem autorskim. Poza tym, co innego, gdy dopiero zaczynasz, a co innego, gdy teoretycznie jesteś na samym szczycie. Nie sądzę, żeby miał taką widownię, gdyby ludzie wiedzieli, że to, co robi, jest zwyczajnie ukradzione od innych.

Świeżym przykładem takiego plagiatu jest to. Zwycięzca włoskiego Mam Talent, który po prostu skopiował efekt Shin Lima.

Nie wiem, czy lubicie Shin Lima – ja osobiście za nim nie przepadam – ale jak to zobaczyłem, to krew mnie zalała. Czy wygrałby, gdyby jury wiedziało, że to nie jest jego autorski numer?

A jeśli chodzi o stooge'ów, Mago Pop korzysta z nich w najbardziej prymitywny sposób. Nigdy nie widziałem go na żywo, ale któregoś dnia w parku, rozmawiając z innymi rodzicami, jeden z nich opowiedział nam, że dostał zaproszenie na występ Mago Popa pod warunkiem, że w pewnym momencie zostanie wywołany i będzie musiał powiedzieć konkretną rzecz. Nie wyobrażacie sobie reakcji reszty rodziców: „w ten sposób to każdy potrafi”, „to nie jest żadna magia”, „teraz to nikomu nie można wierzyć”, „myślałem, że tak nie wolno robić”. Musiałem im tłumaczyć, że ten facet jest przez to bardzo źle postrzegany w środowisku i że większość iluzjonistów tak nie robi. Przecież nie chodzi o to, że asystent zna cały sekret – wszyscy wiemy, że pomocnicy Yunkego wiedzą, o co chodzi i to oni się ulatniają, albo że widz, który znika i pojawia się poza sceną, orientuje się w sekrecie. Ale tutaj mówimy o podstawianiu przypadkowych ludzi z widowni, którzy mają coś zrobić, podczas gdy reszta publicności myśli, że to tacy sami widzowie jak oni. I tak, widziałem iluzjonistów, którzy zarzekają się, że nie używają stooge'ów, a potem na scenie wciskają widzowi kartkę z tym, co ma powiedzieć. I nie tylko ja to zauważyłem – niejeden laik też się połapał i było to gigantyczne rozczarowanie. To nie jest tego warte. Jestem pewien, że każdy, kto to zauważył, już nigdy nie spojrzy na tego iluzjonistę tak samo.

Dla mnie problem polega na tym, że przez takie rzeczy iluzja schodzi na psy. Dokładnie tak samo jak przez montaż wideo, efekty pod kamerę czy statystów udających przypadkowych przechodniów, którzy zachwycają się efektem, stojąc pod kątem, z którego wszystko widać (np. u Crissa Angela). Rzeczywistość nie znosi takiej „magii”. To nierealistyczne – kiedy ktoś poprosi cię o powtórzenie tego, co widział, okazuje się to dosłownie niemożliwe. Wszystko da się wytłumaczyć montażem, aktorami itp. W tym momencie wchodzimy już bardziej w sferę efektów specjalnych niż sztuki iluzji. A przecież mamy tyle prawdziwej iluzji, że naprawdę nie trzeba się uciekać do takich sztuczek.

I tak jak Ricardo mówił kiedyś w jednym filmie: widzowie spodziewają się, że coś kombinujesz, mogą cię przyłapać, wiedzą, że jest w tym jakiś trik, ale jeśli używasz stooge'a, to rozczarowanie nie ma sobie równych.

Dla mnie to taka sama różnica, jak między liczeniem kart w blackjacku czy szacowaniem prawdopodobieństwa w pokerze, a trzymaniem asów w rękawie czy znaczeniem kart.

Dla mnie Mago Pop to nie iluzjonista, tylko showman (zgadzam się z tym, co napisał Huguiito). Dokładnie tak jak muzycy, którzy robią tanie przeróbki starych kawałków na autotunie i zależy im tylko na kasie. Nie ma to nic wspólnego z kimś, kto próbuje stworzyć coś własnego, nawet jeśli usłyszą to tylko trzy osoby. Albo jak pisarz, który ma gotowy przepis na bestseller i bez końca klonuje własne książki, w przeciwieństwie do Kafki, który pisał dla samego siebie. (Chociaż w tamtych przypadkach przynajmniej płaci się tantiemy oryginalnym kompozytorom, a pisarz kopiuje samego siebie).

Czas minie, pojawi się wielu takich „mago popów”, obłowią się i będą żyć jak pączki w maśle, ale nie wniosą nic do iluzji. Przeminą i nic po nich nie zostanie (zresztą nawet tego nie chcą), bo nie obchodzi ich ani iluzja, ani inni iluzjoniści, ani widzowie – byle tylko kupili bilet. Nie obchodzi ich to, że potem ludzie opowiadają na ulicach, jak to byli stooge'ami na pokazie w zamian za darmowe wejściówki, ani to, jak to wpływa na naszą sztukę – mają to głęboko gdzieś. I właśnie przez ten brak szacunku niesamowicie mierżą mnie tacy ludzie. Wracając do filmu Ricardo – jeśli już musisz mieć stooge'a, niech to będzie przynajmniej ktoś z ekipy udający widza, kto potem utrzyma tajemnicę.

I ogólnie, kiedy ktoś mnie pyta, zawsze dbam o to, by ludzie wiedzieli, że on podkrada efekty i stosuje nieuczciwe zagrywki, których większość iluzjonistów nie akceptuje. Wolę, żeby tysiąc razy obejrzeli Geę, Hugo, Joaquina Matasa, Yunkego itd., niż ludzi pokroju Mago Popa.

Ale jako że to sztuka, nie ma tu sztywnych reguł i każdy ma prawo do własnego zdania.

7

Link do Geniii nie działa, więc wrzucam ten – to ten sam artykuł, gdyby ktoś był zainteresowany.

1

@link22:

Plagiat to nie jest prezentowanie Triumpha Vernona czy rutyny Wondera z portfelem, pierścionkiem i pieniędzmi, którą swego czasu robił Jorge. Plagiat to bezczelne zrzynanie efektów od innych iluzjonistów, którzy akurat mają je w swoim repertuarze, kopiując absolutnie wszystko. Niestety efekty nie są chronione prawem autorskim. Poza tym, czym innym jest, jak dopiero zaczynasz, a czym innym, gdy teoretycznie jesteś na samym szczycie. Nie sądzę, żeby gromadził taką widownię, gdyby ludzie wiedzieli, że to, co robi, jest pokradzione od innych.

Ale skoro efekty „nie mają praw autorskich”, to używanie słowa PLAGIAT nie jest poprawne.

Nie można splagiatować czegoś, czego nie da się ukraść, a bez praw autorskich NIC NIE ZOSTAJE SKRADZIONE (co nie zmienia faktu, że i tak jest to całkowity brak szacunku).

Z drugiej strony, jeśli ma się choć trochę dumy i szacunku dla twórcy danego pomysłu...,

(zwłaszcza gdy jesteś już na szczycie i grasz profesjonalne pokazy)

to najbardziej naturalne byłoby poproszenie o zgodę lub dogadanie się z twórcą efektu, żeby móc go prezentować za jego przyzwoleniem (co zresztą robi wielu iluzjonistów) bez obrażania kogokolwiek.

W końcu korona mu z głowy nie spadnie, jeśli zachowa się z klasą.

1
Ricardo· Jul 4

@link22:

Niedawnym przykładem plagiatu jest ten przypadek. Zwycięzca włoskiego Got Talent, który w zasadzie splagiatował efekt Shin Lima

No bez jaj, skopiował mu nawet gesty!!

@link22:

A co do stooges, Mago Pop używa ich w najbardziej toporny sposób.

Zgadzam się w stu procentach. Widziałem jego nagranie, na którym wyciąga dziewczynę „z widowni”, zasłania jej oczy i uszy, po czym bazgrze po jej sukience i sprawia, że jeden z gości programu obcina jej kucyk. Na koniec sypią na nią jakieś konfetti czy coś i nagle wszystko jest naprawione. Dziewczyna nawet nie drgnie, jakby w ogóle nie miała czucia. Szczerze mówiąc, odniosłem wrażenie, że „nie zapłaciłbym ani grosza, żeby pójść to zobaczyć”.

@Huguitooo:

Wszyscy, w tym nawet wielu „mugoli”, dobrze wiemy, że on często korzysta ze stooges. Przez to widz zaczyna podejrzewać, czy nie użył ich też w tym efekcie, a idąc tropem logiki z tej książki (którą w pełni podzielam), w tym momencie efekt po prostu leży.

Jasne, w końcu najlepsza technika to ta, której nie widać. Nieważne, czy to stooge, czy break – jeśli cię nakryją, to znaczy, że ruch został wykonany źle i efekt jest spalony.

@link22:

Żeby chociaż ten stooge był kimś z ekipy udającym widza, kto potem faktycznie dotrzyma tajemnicy.

Dokładnie, na tym polegałoby prawidłowe wykonanie tej techniki (w tym przypadku użycia stooge'a).

@link22:

Dla mnie Mago Pop to nie iluzjonista, tylko showman (zgadzam się z tym, co napisał Huguiito)

Też tak uważam. To showman grający rolę iluzjonisty, ale nie jest prawdziwym iluzjonistą.

2
Hugo Costa· Jul 5

Hejka!!

Chciałem cię podpytać o jedną rzecz, o której kiedyś wspomniałeś. Jak to w końcu jest z prawami autorskimi w magii? Istnieje coś takiego czy nie? Mam mnóstwo wątpliwości w tym temacie.

Ostatnio oglądałem filmik, w którym mówili o tym, że słynny Teller (z duetu Penn & Teller) pozwał jakiegoś iluzjonistę za splagiatowanie jego efektu „Shadows”. Zacząłem drążyć temat i okazało się, że to prawda – sprawa faktycznie trafiła do sądu i na dodatek Teller ją wygrał. No i właśnie przez to sam już nie wiem, jak te sprawy dzisiaj wyglądają.

Z tego co kojarzę, Teller zarejestrował ten efekt w urzędzie praw autorskich, ale nie do końca rozumiem, czy pozwał go za samo prezentowanie tego efektu, czy za sprzedawanie jego wyjaśnienia.

Dzięki ;)

1
Andrés· Mar 19

Też tak uważam, ale bez pomocników też można zdziałać wielkie rzeczy, ale jeśli chcesz ładne i efektowne iluzje, to masz rację

3

W wielkiej iluzji są bardzo przydatni (jeśli umie się ich odpowiednio użyć).

W close-upie raczej nie uważam ich za potrzebnych (choć znam kilka gotowych efektów close-up, które wprost wymagają użycia stooge'a).

No chyba że w przypadkach jak w serialu „Teoria wielkiego podrywu”, gdzie Howard Wolowitz używa Rajesha Koothrappali jako stooge'a, żeby wkręcić Sheldona Coopera 😂 😂 😂 😂, w takich sytuacjach... wal śmiało ze stooge'owaniem 😉.

2
DeZeta Pil· Jul 7

Skąpa literatura na temat plagiatu w iluzji sprowadza się zawsze do tego samego: magii nie da się opatentować, ale istnieje dżentelmeńska umowa między iluzjonistami, według której stosuje się podawanie autorstwa.

Wszyscy widzieliśmy tysiące tutoriali, w których iluzjonista mówi, że nie pamięta, gdzie coś takiego widział i prosi o kontakt, żeby dodać to do opisu. Może to zboczenie zawodowe, ale sam mam na tym punkcie obsesję i spędzam godziny, szukając w Conjuring Archive i innych źródłach pochodzenia konkretnego efektu czy ruchu. Zapewniam was, trafiłem na wiele niespodzianek.

Uważam, że ze względów etycznych należy podchodzić do tego dość rygorystycznie i podawać źródła efektów czy technik, których używamy – przed, w trakcie lub po prezentacji. Inną kwestią jest to, czy wolno zmienić koszulki kart w komercyjnym efekcie i twierdzić, że przez to jest nasz albo że to nasza wersja. Albo, jeśli nie podoba ci się zakończenie jakiegoś triku, zmienić je i mówić, że jest twój. Jeśli nie ma tam znaczącej różnicy, uważam, że nie powinno się tak robić. Mam tak na przykład z Charming Chinese Challenge: trzeci ruch Troya Hoosera (autora) mi zgrzyta i wolę ten od Pipo Villanuevy. Połączyłem je i wyszło całkiem spoko, ale nigdy nie powiem, że to moja wersja. Ani jej nie stworzyłem, ani nie wymyśliłem, nie łamałem sobie głowy nad jej dopracowaniem, ani nie testowałem na widzach, dopóki nie wyszło dobrze, nic.

Co do Mago Popa, uważam, że technicznie jest bardzo dobry i znalazł przepis na sukces, łącząc dwie metody.

Pierwsza to dodawanie do efektów ton tanich łez – nie mylić z emocjami płynącymi z samej magii. To nie czyni go lepszym, a jedynie daje mu większy sukces, według planu idealnie nakreślonego ponad 10 lat temu, w którym założono, że iluzja ma wyjść z barów i wrócić na wielkie sceny. Problem w tym, że cała fala współczesnych iluzjonistów korzysta z tej samej metody, a ja, szczerze mówiąc, mam już dość tego, że próbują mi zaimponować, wyciskając łzy.

Druga metoda – i odsyłam tu do programów typu X Factor, Mam Talent itp. (gdzie też nie ma iluzjonisty, który by nie wzruszał jury, polując na łzy) – brzmi następująco: [spoiler]Wydaj 2000-3000 euro na 5 lub 6 efektownych trików napakowanych elektroniką i bajerami, a dojdziesz do finału.[/spoiler]

Oczywiście, że Pop korzysta z podstawionych widzów i opłaca ochotników z widowni, wiem to z pierwszej ręki z wielu wewnętrznych i zewnętrznych źródeł. Rzecz w tym, że nie wszystko wolno. Bezczelne plagiatowanie komercyjnych efektów bez podawania autorstwa to dla mnie szczyt bezczelności – przejrzyjcie jego programy na Discovery i powiedzcie mi, że większość z nich nie jest normalnie w sprzedaży. Szukanie bliźniaków na widowni, żeby podarować im „coś”, to też słaba zagrywka (sam widziałem na żywo innego „kreatywnego” iluzjonistę, który tak robił, choć nie aż tak bezczelnie).

But w naszej indywidualistycznej kulturze wszystko to usprawiedliwia się stwierdzeniem, że nikt nie zrobi kariery, nie idąc po trupach. Cóż, nie wiem, uważam, że jest mnóstwo sposobów na pokazywanie magii, sprzedawanie jej i czerpanie z niej radości bez konieczności rozjeżdżania własnego środowiska (fakt, mało zintegrowanego).

@Zeta Co do Mesiki, oczywiście nie patentuje samych loopsów, patentuje nazwę, portfelik do ich przechowywania, metodę produkcji itd. Spider Pen ma opatentowany program, produkcję, szpulkę itp., ale nie może opatentować długopisu ani reela. Po prostu zabezpiecza tyły przed konkurencją innych firm produkujących akcesoria dla iluzjonistów. To jak z donutami i pączkami – niby to samo, a nazwa inna. Penguin sprzedaje na przykład pętle o nazwie Ties, które robią właściwie dokładnie to samo.

3
Hugo Costa· Jul 4

Siemanko!!

Szczerze mówiąc, spodziewałem się, że ta dyskusja będzie o wiele bardziej jednostronna, więc dorzucę swoje trzy grosze do tematu.

El Mago Pop to obecnie prawdopodobnie najbardziej znany hiszpański iluzjonista na świecie. W kilku podcastach wspominał, że jego show sprzedaje najwięcej biletów na całym Broadwayu, więc coś musi robić dobrze, nie? Osobiście uważam, że tak, ale nie na poziomie „magicznym”.

Dla mnie El Mago Pop to nie iluzjonista, tylko kolejny aktor czy artysta z Broadwayu. Już wyjaśniam, o co mi chodzi. Właśnie czytam „Projektowanie cudów” Darwina Ortiza. Autor mocno zagłębia się tam w temat tego, że jeśli widz chociaż minimalnie zaczyna podejrzewać, jak dany efekt został zrobiony, to poniosłeś porażkę.

Wszyscy, w tym nawet wielu „mugoli”, wiemy już, że facet często korzysta z podstawionych widzów. Przez to widownia zaczyna podejrzewać ich użycie w danym efekcie, a według logiki z tej książki – z którą w pełni się zgadzam – w tym momencie efekt jest już spalony.

Oczywiście nie wszyscy wiedzą, gdzie leży sekret tego wszystkiego, bo inaczej nie byłoby to najlepiej sprzedające się show, ale dla mnie – nie, to nie jest magia.

3
Luluenlaplaya· Apr 14

Cześć wszystkim. Wchodzę na tę stronę specjalnie po to, aby skromnie podzielić się moją opinią na temat show Mago Popa (edycja Broadway), który jest obecnie grany w Madrycie. Odpowiadam na ten komentarz, ponieważ jako osoba związana ze sztukami scenicznymi w pełni zgadzam się z tą wizją Antonio Díaza bardziej jako artysty / aktora / showmana niż typowego iluzjonisty.

Jeśli chodzi o „uczciwość” (nazwijmy to tak) samych efektów, to szczerze mówiąc, z mojego doświadczenia, pozostawia ona sporo do życzenia. Tak się złożyło, że siedziałem tuż obok (15. rząd na parterze) dwójki stooge'ów (podstawionych widzów), którzy niespecjalnie starali się ukryć brak talentu aktorskiego. Przyszli do teatru jako ostatni – dosłownie. Mago Pop podszedł w przejściu bezpośrednio do nich przy efekcie z cofaniem zegarka. Kombinował tak, żeby zebrać zegarki, nagle okazało się, że elektroniczne się nie nadają, tylko analogowe... Ostatecznie jedynym dostępnym był ten od podstawionego chłopaka. Szczerze, ta tania manipulacja w stylu jarmarcznego szarlatana była aż nazbyt widoczna. Kiedy oddał chłopakowi zegarek, natychmiast poprosił o telefon (do efektu, który skopiował od Jorge Blassa) i choć ja akurat miałem swój pod ręką i mu go podawałem, całkowicie mnie zignorował i poszedł prosto do podstawionej dziewczyny (partnerki tamtego). Ci młodzi (u których widać już było potężne znudzenie, zapewne oglądaniem tego show w kółko) strasznie gestykulowali ze zdziwienia podczas obu efektów, ale zapewniam was, że nie przeszliby castingu u Stanisławskiego – ich gra aktorska była totalnie przerysowana.

Po tych dwóch numerach, które są na samym początku spektaklu, ta para nie zamieniła już ze sobą ani słowa (nawet żeby skomentować to, co przed chwilą ich spotkało – a moim zdaniem to coś niezwykłego, kiedy idziesz na Mago Popa i wybiera cię do sztuczki). Dziewczyna wręcz zasnęła podczas jednego z puszczanych z offu, samouwielbiających monologów, które oddzielają poszczególne numery – zapewne po to, by w tym czasie ekipa przygotowała scenografię.

Czyli tak – oczywiście, że na widowni są podstawieni ludzie. Nawet dwie rzekomo przypadkowe osoby z publiczności, które miały wziąć udział w numerze (złapać rzucony balonik), były ewidentnie stooge'ami. Zaczynając od tego, że wyszli na scenę, kiedy poproszono te osoby, a akurat ta dwójka (która żadnego balona nie złapała) została... przeteleportowana.

Na koniec chciałbym poruszyć na tym profesjonalnym forum kwestię narracji samego show, bo to na niej Mago Pop chce budować swoją wyjątkowość. Jeśli jesteś fanem sztuk scenicznych, musisz bardzo dbać o opowiadaną historię, a nie wplatać fragmenty krótkometrażówek przedstawiające twoją rzekomą karierę, które prowadzą donikąd. Ta opowieść nie ma spójnej klamry. No i nie można zmuszać publiczności do wzruszeń czy zachwytu, tak jak on to robi bez przerwy: „Brawa! No dalej, Madryt, to już ostatni!”. To budzi wręcz niesmak. Od kiedy to artysta żebra o brawa?

Szczególnie uderzyło mnie to ciągłe samouwielbienie i autopromocja.

Cóż, to tylko moja opinia, oczywiście bardzo subiektywna i z perspektywy zwykłego widza, ale poparta wieloletnim doświadczeniem w świecie sztuk scenicznych.

7
Ricardo· Jul 3

Cześć.

No cóż, nie znam bliżej El Mago Popa, pewnie mignął mi gdzieś jakiś jego filmik, sam nie wiem... Ale mniejsza z tym, temat, który tu wywołał, jest całkiem ciekawy.

Co do etyki korzystania ze stooge'ów:

Jaka jest (etyczna) różnica między użyciem stooge'a (do czegokolwiek) a użyciem gimmicka, preparowanej talii czy zrobieniem palmingu itp., itd.? Moim zdaniem, pod kątem etycznym nie ma tu żadnego problemu. Korzystanie z gimmicków i preparowanych rekwizytów niesie za sobą inne minusy, które nie mają teraz znaczenia, bo odbiegają od tematu (ciekawie byłoby założyć o tym osobny wątek).

A co do tego, że używanie stooge'ów nie wymaga żadnych umiejętności:

Mmm, nie byłbym taki pewny. Zawsze, gdy w grę wchodzi czynnik ludzki, pojawia się ryzyko błędu. Wyobraźcie sobie, że podczas pokazu jeden z „pomocników” się zagapił i nie zrobił tego, co miał zrobić w odpowiednim momencie (obojętnie: pociągnąć za nitkę, przesunąć lustro itp., itd.) – i w tym momencie cały efekt się sypie i nic z tego nie wychodzi. Takie rzeczy rzadko się zdarzają, bo stoi za tym mnóstwo godzin prób. Ale po co mielibyśmy tyle ćwiczyć, skoro korzystanie ze stooge'ów nie niesie za sobą żadnych trudności?

I na koniec, kwestia przypisywania sobie cudzych trików:

No, tutaj akurat ewidentnie mamy problem etyczny. Jeśli jakiś efekt został opublikowany przez konkretnego autora, to logicznie rzecz biorąc, nikt inny nie może przypisywać sobie jego autorstwa (chyba że też na to wpadł, nie wiedząc o istnieniu tego pierwszego – ale cóż, w tym przypadku wygrywa ten, kto pierwszy go opublikował). Nie uważam też, że trzeba wspominać o twórcy efektu przy każdej prezentacji, o ile oczywiście nie kopiuje się go jeden do jednego.

Pod spodem kryje się tu kwestia oryginalności. Jandro w finale Got Talent (był tam zaproszony jako doradca jury) mówił o oryginalności. Twierdził, że oryginalne jest opakowanie, czyli sposób prezentacji efektów, ale tak naprawdę, u podstaw, prawie nic nie jest w stu procentach oryginalne („Czy Avatar jest oryginalny? No nie, to Smerfy i Pocahontas – i wychodzi Avatar”).

I na tym kończę, bo już się nieźle rozpisałem. Pozdrawiam!

2
Xavi Catalan· Jul 3

Cześć,

Wszyscy dobrze wiedzą, że Mago Pop korzysta ze stooge'ów. W sumie niektóre z jego efektów – choć nie wszystkie – byłyby bez nich niemożliwe.

Jeśli wybieracie się na jego show, będziecie wiedzieć, o co mi chodzi.

Ale czy stooge to nie jest takie samo pójście na łatwiznę jak forcing, break...?

Dla mnie różnica tkwi w trudności i wymaganej technice. Korzystanie ze stooge'a nie wymaga żadnych umiejętności – no, w tym przypadku co najwyżej opłacenia go 😉

Dlatego większość iluzjonistów, czy to zawodowców, czy amatorów, nie popiera chodzenia na skróty i używania stooge'ów tak jak Mago Pop.

Inna sprawa to stworzenie magicznej atmosfery – a to akurat mu się udaje i w połączeniu z robieniem rzeczy niemożliwych daje prawdziwą magię dla laików, czyli całej reszty widowni, nie licząc stooge'ów i nas, pasjonatów, którzy przyszli go zobaczyć.

Patrząc na ceny biletów i próbując je jakoś uzasadnić, widać, że współpracują z nim świetni profesjonaliści, jak choćby Mag Lari, no i mam wrażenie, że niejeden stooge... łącznie pewnie ponad 9.

Pozdrawiam.

2

@XaviCat:

czy użycie stooge'a to nie takie samo oszustwo jak force czy break...?

Dla mnie to jedno i to samo.

@XaviCat:

Dla mnie różnica tkwi w poziomie trudności i wymaganych umiejętnościach. Posiadanie stooge'a nie wymaga żadnych umiejętności – no, w tym przypadku co najwyżej posiadania go na liście płac

Mmmm, trudność i wymagane umiejętności?

Iluzja oparta na podstawowych technikach karcianych, takich jak peeki czy karta klucz, może oszukać największego zawodowca.

Nie trzeba ani nie ma potrzeby wykonywania skomplikowanych technik, żeby robić dobrą magię.

Wystarczy być pomysłowym, aby ukryć tę technikę i zmylić każdego, bez względu na to, jak bardzo jest „pro”.

Z drugiej strony, posiadanie stooge'a wymaga "wybrania osoby, która potrafi idealnie odegrać swoją rolę" i niczego nie schrzani. (Dla mnie to byłby ból głowy)

@XaviCat:

Dlatego większość iluzjonistów – zawodowców czy amatorów – nie popiera korzystania ze stooge'ów, tak jak robi to Mago Pop.

Taaa, i mówią tylko "półprawdę".

Tak jak pisałem wcześniej, WSZYSTKIE wielkie iluzje opierają się na stooge'ach, wspólnikach czy asystentach – dla mnie to wszystko jedno i to samo.

Por ejemplo:

(Przede wszystkim chcę zaznaczyć, że uwielbiam Jorge Blassa i uważam go za geniusza. Ale w tym przypadku pasuje mi idealnie do przykładu)

Jorge Blass i jego efekt z teleportacją przez media społecznościowe – ten, który sprzedał Copperfieldowi.

Logicznie rzecz biorąc, bez dwóch zdań, osoba, która pojawia się w skrzyni, to albo:

A - Podstawiona osoba.

B - Naprawdę dokonał magii i porwał człowieka (co jest przestępstwem).

Więc cokolwiek by nie mówić, jasne jest, że istnieje wcześniejsza umowa z osobą, która się pojawia, i że jest ona zobowiązana udawać zaskoczoną (przepraszam, jeśli zdradziłem wam coś, co jest przecież LOGICZNE 🤷🏻‍♂️)

@XaviCat:

Inną rzeczą jest stworzenie magicznej atmosfery – co mu się udaje – i sprawienie, by niemożliwe stało się możliwe; dla laików to właśnie jest magia

Z reguły wielkie spektakle iluzji są projektowane dla laików 😊.

Nie dla nas, którzy siedzimy w tym środowisku.


Tak czy inaczej, dla mnie wszystko jest okej, o ile jest dobrze zrobione.

Cóż, tak jak pisałeś, uważam, że kiedy robimy breaka albo fałszywe tasowanie, oszukujemy dokładnie tak samo, jak przy użyciu stooge'a.

Chodzi o to, żeby nikt się nie zorientował i przede wszystkim, żeby to było "magiczne".

Pozdrawiam!!!

2

@davidoliver.ramos:

Niedawno czytałem, że iluzjoniści nie mają najlepszego zdania o "magiku" Antonio Díazie.

Zazdrość to straszna rzecz 😂 😂 😂

I żeby było jasne, mi osobiście nie podoba się styl, w jakim czaruje Mago Pop, ale i tak robi dobrą iluzję ( i potrafił to sobie rozegrać BARDZO DOBRZE).

@davidoliver.ramos:

Czy on naprawdę korzysta ze stooge'ów i przypisuje sobie efekty innych iluzjonistów?

Jako rodowity Galisyjczyk (i zgodnie ze stereotypem) odpowiem Ci pytaniem na pytanie.

Jaka jest różnica między pomocnikiem a stooge'em? 🤔

@davidoliver.ramos:

Jeśli używa stooge'ów, to oszukuje samego siebie i wypacza sztukę iluzji.

Całkowicie się nie zgadzam.

Wszyscy iluzjoniści telewizyjni, robiąc wielką iluzję, używają stooge'ów – nie byłoby WIELKIEJ ILUZJI BEZ STOOGE'ÓW.

@davidoliver.ramos:

Jeśli przypisuje sobie efekty innych iluzjonistów, może i oszuka laików.

Nie wiem, do jakiego stopnia można "przypisywać sobie" autorstwo sztuczki, bo tak naprawdę NIE MASZ POJĘCIA, czy ktoś już tego nie wymyślił przed tobą.

Pomyśl o iluzji i jej technikach jak o klockach Lego – każda technika to klocek o innym kształcie i w zależności od tego, jak je połączysz, tworzysz coś nowego.

Dlatego istnieje mnóstwo efektów stworzonych lata temu, zwykle zapomnianych, a potem odkopywanych przez wschodzące gwiazdy iluzji.

Nawet zawodowi iluzjoniści nie wiedzą o wszystkim, co istnieje.

Mówienie swojej widowni (laikom), że wymyśliłeś sztuczkę (która tak naprawdę nie jest twoja), nie ma żadnego sensu, chyba że faktycznie nie wiedziałeś o jej istnieniu i naprawdę udało ci się ją stworzyć wyłącznie dzięki własnej wiedzy (co zdarza się częściej, niż możesz sobie wyobrazić).

@davidoliver.ramos:

Czy można pokazywać efekty, których uczymy się z kursów, książek itp.? Gdzie jest granica? Tylko te, które są opublikowane? Czy trzeba mówić "ten trik jest autorstwa iluzjonisty..."?

Osobiście uważam, że dopóki nie skopiesz sztuczki, robiąc ją fatalnie,

RÓB, CO CHCESZ. Granica? ŻADNA.

I oczywiście, jeśli wiesz, kto ją stworzył, zawsze miło jest wspomnieć o autorze w swojej prezentacji.

Pozdrawiam!!!

2
Rafa V· Jul 8

Cześć,

Moje przemyślenia na ten temat. Dla mnie różnica między asystentem a stooge'em jest bardzo wyraźna.

Asystent wychodzi z kulis i wszyscy wiedzą, że „pomaga” iluzjoniście. To jasna rola. Np. kiedy wchodzi do skrzyni, a iluzjonista przebija ją mieczami, ludzie wiedzą, że jest przeszkolony i współpracuje z iluzjonistą. Magia dzieje się dlatego, że mimo wszystko widzowie nie wiedzą, jak to zostało zrobione.

Ale stooge to ktoś z widowni, o kim publiczność myśli, że jest „jednym z nich”. To dopiero sztuka, kiedy wybierasz kogoś losowo i zgadujesz jego kartę lub to, o czym myśli. To gra fair play. Nawet jeśli oczywiście użyłeś trików, to musiałeś się napracować (czasem bardzo). Wzięcie stooge'a, wiedząc już z góry, co powie, potrafi prawie każdy. To tylko teatr. I ta różnica staje się jasna przy prostym argumencie: gdyby publiczność zobaczyła, że zapraszasz swojego asystenta i pytasz go o to samo, czy myślisz, że biliby brawo?

4

Chodzi mi o stooge'a – na przykład gdy prosisz widza o całkowicie dowolne nazwanie karty, a okazuje się, że ta osoba należy do ekipy iluzjonisty.

Nie sądzę, żeby Jorge Blass musiał komukolwiek zazdrościć.

0
Andrés· Mar 19

Bardzo podobał mi się ten rozdział

1

Dobra.., przeczytałem ten artykuł/wywiad.

Rozumiem, dlaczego myślisz, że „sugeruje”, iż „to, czego on nie robi”, robi ten drugi (Pop).

Głównie przez kolejność pytań i odpowiedzi.

Tak naprawdę on nie mówi wprost, że Mago Pop robi dokładnie to, czego „on sam rzekomo nie robi”.


Jorge Blass mówi:

Nigdy nie skopiował żadnego triku, nie używa podstawionych widzów, a publiczność jest prawdziwa.


A teraz przedstawię Ci moją osobistą opinię

Po pierwsze: „Nigdy nie skopiował żadnego triku” to jego pierwsze kłamstwo.

Bo to oczywiste, że kopiował, kopiował i jeszcze raz kopiował. Jak każdy iluzjonista, kiedy zaczyna przygodę z magią.

Czymś zupełnie innym jest to, że dzisiaj (po tylu latach pracy jako zawodowy iluzjonista), wszystko w jego pokazach jest jego własnego autorstwa.

A „nie używa podstawionych widzów”???? Na pewno NIE??? Dobra, w takim razie ja jestem Son Goku :slight_smile:

POWTARZAM: Jaka jest różnica między asystentem a podstawionym widzem???

Dla mnie ŻADNA.

Jeśli ktoś chce ją widzieć – proszę bardzo, nie ma sprawy, każdy ma swoją teorię.

(dlatego właśnie wolę mikromagię, a nie wielką iluzję sceniczną; w mikromagii nie potrzebujesz NICZYJEJ pomocy, jesteś tylko Ty sam)

Tekst, że „publiczność jest prawdziwa”, to już w ogóle przesada. No serio, czy robiąc show, nie sprzedajesz biletów, żeby zarobić??? OCZYWIŚCIE, że publiczność jest prawdziwa.

A przynajmniej zdecydowana większość (co najwyżej masz od 3 do 9 asystentów/podstawionych osób)


Chcę tylko zaznaczyć, że to moja prywatna opinia – zwykła, nic nieznacząca opinia.

Mam nadzieję, że nikt nie weźmie tego do siebie 😅.

Pozdrawiam!!!!

1

Najpierw zacznę od kwestii stooge'ów. Różnica między asystentem a stooge'em polega na tym, że widownia wierzy, że stooge jest jednym z nich, przez co przypisuje wszystkie zasługi iluzjoniście. Z kolei asystent nie należy do widowni – publiczność wie, że bierze udział w występie, zdaje sobie sprawę, że zna sekret i stara się pomóc w jego prezentacji, więc traktuje go z takim samym sceptycyzmem jak samego iluzjonistę.

Na przykład, jeśli stooge wymieni jakąś kartę, a iluzjonista miał ją zapisaną jako przepowiednię, wszyscy uznają to za niesamowity efekt. Z kolei jeśli to asystent poda kartę, a iluzjonista ujawni przepowiednię, nikt nie będzie zaskoczony, bo wszyscy założą, że ta karta była z góry umówiona.

Przechodząc do tematu kopiowania, musimy odróżnić kopiowanie od kradzieży. Jak słusznie zauważyłeś, każdy z nas na początku drogi coś kopiował (co wcale nie oznacza, że usprawiedliwia to kopiowanie, gdy nie jesteś już nowicjuszem). Obecnie tworzę show z magią sceniczną i salonową, w którym żaden efekt nie jest mój autorski – "skopiowałem" je, ale nadaję im własny charakter i, że tak powiem, "czynię je swoimi". Oprócz tego niezwykle ważne jest to, że każdy z tych efektów legalnie kupiłem lub wyczytałem w kupionych książkach; rozmawiamy więc o "zdrowym" kopiowaniu, bo skoro zapłaciłeś za książkę czy rekwizyt, to "opłaciłeś" też prawo do wykonywania tego efektu.

O kradzieży mówimy wtedy, gdy iluzjonista nie opublikował swojego efektu albo nie masz kupionej książki ani samego triku, a mimo to go wykonujesz, bo znasz sekret. Wtedy kradniesz pomysł, ponieważ autor ustalił cenę za to, żebyś mógł prezentować ten trik, a ty za to nie płacisz.

W przypadku Mago Popa słyszałem, że sprawa wygląda jeszcze gorzej. Koledzy z branży pokazali mu efekt, który sami stworzyli i mieli niedługo zaprezentować, a on wykorzystał go w telewizji, zanim jego twórcy zdążyli go w ogóle pokazać.

4